WSPOMNIENIA O PROFESORZE TADEUSZU MALINOWSKIM

   Patrząc z perspektywy minionych prawie 20 lat, trudno jest uwierzyć, że człowiek, z którym współpracowało się zaledwie sześć lat, odegrał tak istotną rolę w życiu Polaków w Mołdawii, tak dobrze się zapisał w dziejach polskości nad Dniestrem i Prutem.

 … Pana Tadeusza Malinowskiego poznałem w roku 1990, mimo  że z widzenia znałem Go o wiele dłużej jako pracownik Akademii Nauk. Tym momentem, kiedy zaczął On odgrywać w moim życiu nową, bardzo istotną rolę, stał się dzień 9 marca 1990, kiedy to na fali przemian zachodzących w Związku Radzieckim, powołano do życia Towarzystwo Kultury Polskiej, pierwszą od 50 lat legalnie działającą organizację zrzeszającą Polaków na naszym terenie. Nie da się zapomnieć wielkiego wzruszenia ludzi, którzy przybyli z Bielc, Styrczy, Słobody Raszków, innych miejscowości, a przede wszystkim z Kiszyniowa, tym wydarzeniem, które miało ogromne znaczenie w ich życiu – po raz pierwszy od półwieku stało się możliwe otwarcie  przyznawać się do polskich korzeni, mówić w ojczystym języku przodków.
   Rzeczą naturalną stało się wybranie człowieka, który był przez długie lata symbolem polskości, profesora Tadeusza Malinowskiego, jednego z najwybitniejszych naukowców w dziedzinie krystalografii, członka rzeczywistego Akademii Nauk Mołdawii na stanowisko przewodniczącego Towarzystwa, jego zastępcą zaś został młody historyk Igor Piekarski, niestrudzony badacz polskości w Mołdawii. Dla Towarzystwa ten wybór był  ogromnym zaszczytem, a dla Profesora, poza radością, niemałym ciężarem, biorąc pod uwagę Jego duże obciążenie zawodowe i niemłode już lata. Wśród pierwszych poczynań nowego Towarzystwa było nawiązanie szerszych kontaktów z Macierzą (na pierwszym zebraniu obecny był Konsul Generalny RP w Kijowie), rozpoczęcie starań o uruchomienie szkolnictwa polskiego w Mołdawii, przywrócenie wiernym budynku kościoła w Kiszyniowie oraz innych miejscowościach, zwrot dawnego budynku organizacji polskich w Kiszyniowie, organizacja pomocy Polakom którzy potrzebowali ją w różnych postaciach, od materialnej do przywrócenia zapisu o narodowości w dokumentach.
   Spraw było ponad siły jednego człowieka, a przede wszystkim trzeba było zarejestrować Towarzystwo, żeby mogło działać. Towarzystwo zostało najpierw zarejestrowano w Mołdawskiej Fundacji Kultury, której Prezes p. Sudaczewski przyznawał się do polskich korzeni. Poza Prezesem i Vice-prezesem powołano Zarząd, który miał podejmować różnego rodzaju decyzje, i w nieostatniej kolejności pomagać Prezesowi. Ale nikt poza prof. Malinowskim nie miał żadnego doświadczenia w sprawach organizacyjnych. Jego ogromny autorytet, szacunek w kręgach władzy odegrał najistotniejszą rolę w ożywieniu działalności Towarzystwa, z każdą sprawą leciało się do Profesora, który mimo swojej zajętości zawsze podnosił słuchawkę, gdzieś dzwonił i sprawa zostawała załatwiona, nigdy nikt nie został odesłany z kwitkiem. 
   Pierwszym ważnym krokiem Towarzystwa zostało wysłanie grupy jego członków na Letnią Szkołę Języka i Kultury Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego latem 1990 roku. Wśród nich byli Igor Piekarski, Helena Maksymuk i piszący te wspomnienia. Profesor osobiście wystarał się w Konsulacie w Kijowie właśnie o tę szkołę, bo były też propozycje od innych szkół w Polsce. Była to wysoce korzystna decyzja, która na długie lata zaowocowała współpracą polonijnych organizacji w Mołdawii z Krakowem. Początkiem tej współpracy było uzgodnienie w sierpniu 1990 roku, że na zaproszenie Wspólnoty Polskiej Oddział w Krakowie, w październiku odbędzie wizyta Zarządu Towarzystwa do Krakowa. W skład delegacji, na czele z Profesorem, wchodzili Igor Piekarski, ks. Jan Rudnicki, red. Wiktor Szymanowski, p. Nelli Saganowa i autor wspomnień. Zostały załatwione formalności wyjazdowe i oto najpierw samolotem do Lwowa, w którym Profesor załatwił nam nocleg za pośrednictwem polskiej firmy budowlanej, a następnego dnia pociągiem, dość późnym wieczorem dotarliśmy do Krakowa. Telefon do ówczesnego vice-dyrektora Biura Wspólnoty Polskiej, p. Kazimierza Dobrzańskiego i oto nasz hotel na os. Złota Jesień w Nowej Hucie. Warunki skromne, ale znośne. Nazajutrz i w następnych dniach napięty harmonogram: spotkania w Urzędzie Miasta Krakowa, na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Izbie Przemysłowo-Handlowej m. Krakowa itd. Najlepiej utkwiło w pamięci spotkanie z ówczesnym JM Rektorem Uniwersytetu. W wygodnych krzesłach w gabinecie Rektora siedziało dwóch wybitnych uczonych: krystalograf profesor Tadeusz Malinowski z Akademii Nauk Mołdawii i genetyk profesor Aleksander Koj z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wówczas, w rozmowie z Rektorem, prof. Malinowski wymienił kilku swoich uczniów-pracujących na UJ.
   Podczas rozmowy z ówczesnym vice-prezydentem Krakowa prof. Jackiem Purchlą, obecnie dyrektorem Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie, prof. Malinowski wspomniał, że w Krakowie mieszka Jego szkolny kolega, architekt Tadeusz Gaydamowicz i prosił o pomoc w jego odnalezieniu, co nieco później uwieńczyło się sukcesem. Okazało się, że vice-prezydent Krakowa zna p. Gaydamowicza i koledzy po ponad 50 latach mogli znów się przywitać, tym razem w Krakowie. Kilka lat później i miałem możliwość poznać tego uroczego kolegę oraz przywieźć dla Niego zaproszenie od Profesora do rodzinnego Kiszyniowa, gdzie Pan Gaydamowicz spędził młode lata. Był to duży zaszczyt poznać człowieka, który miał sporo do opowiedzenia o tym jak wyglądało życie Polaków w ówczesnej Besarabii w okresie międzywojennym oraz w Rumunii podczas wojny.
   Minął rok 1990, nastąpił rok 1991, rok wielu zmian, pozytywnych i mniej pozytywnych w życiu Towarzystwa. Był to rok początku edukacji w języku polskim dla Polaków i sympatyków języka polskiego w Mołdawii. W kwietniu 1991 roku odbyło się bardzo ważne zebranie Towarzystwa, na którym przeprowadzone zostało ankietowanie członków, spisane zostały dane osobowe, związek z polskością i wiele innych cennych informacji, niezbędnych do funkcjonowania społeczności. Zebranie dało początek kursom języka polskiego dla dorosłych i dzieci, podjęto decyzję o uruchomieniu szkolnictwa polskiego przy obecnym liceum im. Gogola, rozpisano rekrutację do 1-szej klasy.
   W sierpniu 1991 wybuchnął pamiętny pucz w Moskwie, czego bezpośrednim skutkiem stało ogłoszenie niepodległości w republikach związkowych, m. in. w Mołdawii. Na wiecu, który wszedł do historii jako Wielkie Zebranie Narodowe, poprzez aklamację przyjęto Deklarację niepodległości Mołdawii, Profesor zabrał głos i w swoim nienagannym rumuńskim gorąco poparł dążenie narodu mołdawskiego do niepodległości. Tu należy zauważyć, że Profesor perfekcyjnie znał siedem języków, m. in. angielski, francuski, niemiecki, włoski, łacinę. Z tego zestawu najbardziej lubił francuski. Na pytanie, gdzie chciałby zamieszkać gdyby miał do wyboru kilka wariantów, odrzekł: „W Paryżu, tam czuję się najlepiej”. Profesor mówił, że był praktycznie wszędzie na świecie w ramach wyjazdów na konferencje, nie był jedynie w Afryce Południowej.
  We wrześniu tegoż 1991 roku, odbyło się zebranie sprawozdawczo-organizacyjne Towarzystwa, na którym wybrano nowe władze; ze starego składu zostali jedynie Prezes i sekretarz, czyli Profesor i piszący te wspomnienia. Bardzo aktywną działalność  rozwinął nowy vice-prezes Towarzystwa (nie wymieniam nazwisk). Wydawało się, że powinno to wyjść na korzyść Towarzystwu, ale nie było to do końca tak. Wyjątkowo niemiły przypadek wydarzył się pod koniec roku, kiedy to do Polski wyjechała grupa dzieci w asyście dorosłych. Do Kraju nie dojechali, ponieważ pogranicznicy ukraińscy stwierdzili, że cel wyprawy różni się od tego zadeklarowanego i całą grupę po kilku dniach trzymania na granicy zawrócili. Odbiło się to dalszymi wydarzeniami, które negatywnie wpłynęły na działalność Zarządu Towarzystwa, jak i całej społeczności polskiej w Mołdawii. Vice-prezes, jako że nie poradził sobie z pomyślnym przebiegiem wyprawy,  został odsunięty od obowiązków i całość działalności organizacyjnej trafiła w inne ręce.
   Jednocześnie z uaktywnieniem się różnych organizacji mniejszości narodowych w Mołdawii, były podjęte próby organizacji środków masowego przekazu. M.in. utworzono gazetę „Obywatel Mołdawii”, gdzie okresowo, pojawiała mini-gazeta „Polonia”. Niestety, gazeta istniała krótko i bez finansowego poparcia władz upadła. W jednym z pierwszych numerów „Polonii” pojawiła się notatka informująca o zmianach w Zarządzie, a jednocześnie mały artykuł nawołujący do zachowania jedności wśród Polaków  w Mołdawii. Niestety ostrzeżenie nie zadziałało, i były vice-prezes powołał do życia nowe stowarzyszenie. Był to ewidentnie negatywny krok, który odbił się echem na dalszych losach  społeczności polskiej. Nie sposób nie zauważyć, że to wszystko ujemnie wpłynęło na zdrowie Profesora.
   W lipcu 1992 roku do Kiszyniowa przybył konsul generalny RP p. Tomasz Leoniuk, który miał wręczyć Profesorowi wysokie polskie odznaczenie państwowe, Order Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, przyznany za wkład we współpracę łączącą Rzeczpospolitą Polską z innymi państwami i narodami oraz za krzewienie polskości w Mołdawii. W uroczystości poza osobami oficjalnymi, członkami Zarządu, wzięli udział również koledzy i koleżanki Profesora z przedwojennej szkoły polskiej w Kiszyniowie. Było to niezwykłe, doniosłe wydarzenie dla Polaków w Mołdawii. Profesor zaprosił Pana Konsula, wszystkich członków Zarządu, p. Ludmiłę Skalną i p. Wiktora Grebenszczykowa, wtedy Dyrektora Departamentu ds. mniejszości narodowych na uroczysty obiad.
   Tym czasem, uczniowie szkoły polskiej pomyślnie ukończyli1-szą klasę, przeszli do drugiej, jednocześnie powstawało mnóstwo problemów organizacyjnych, materialnych, rodzice uczniów  na zebraniach podnosili i próbowali rozwiązać wiele spraw  funkcjonowania szkoły. Nie były to proste problemy. Republika przeżywała kryzys polityczny, ekonomiczny, i to wszystko odbijało się na nastrojach ludzi, ich postawach, relacjach międzyludzkich. Profesor zawsze bywał na zebraniach, próbował pomóc, bardzo przeżywał osobiście, jeżeli nie mógł pomóc w rozwiązaniu tej czy innej kwestii, ale aktywnie angażował się w sprawy, gdzie swoim autorytetem mógł coś zdziałać, m.in. we władzach oświatowych.
   Rok 1993 przyniósł wiele nowego: na początku roku odbyła się republikańska olimpiada ze znajomości języka i kultury polskiej, było to nowe przedsięwzięcie, którego celem było umotywowanie młodzieży pochodzenia polskiego do lepszego poznania dziedzictwa kulturowego narodu polskiego a zarazem jako jeden z czynników, który miał pomóc w selekcji zdolnych uczniów na studia w Polsce. Wtedy najlepsze wyniki osiągnęli uczniowie z Bielc. Na początku kwietnia tegoż roku, po raz pierwszy do Kiszyniowa przyjechał przedstawiciel „Wspólnoty Polskiej” z Krakowa pan Piotr Zborowski, by rozeznać sytuację i potrzeby na miejscu. Było to ważne jako bezpośrednie spotkanie z przedstawicielem organizacji, której zadaniem jest wspieranie społeczności polonijnych poza Krajem. Nie udało się jednak przed wysokim gościem zademonstrować tego co jest niezbędne w takich sytuacjach, zwolennicy byłego vice-prezesa pozwolili sobie zarzucić Profesorowi robienie jakichś interesów na organizacji wyjazdów dzieci na kolonie w Polsce. Nie było  w tym ani słowa prawdy, profesor ciężko przeżył te absolutnie kłamliwe wypady, nieczęsto można było zobaczyć łzy na policzkach wybitnego naukowca.
   Niełatwym zadaniem w czerwcu tego samego roku było ustalenie zasad kompletowania grupy dzieci jakie miały wyjechać na kolonie. Część Zarządu proponowała swoje podejście, nie bezintersowne, Profesor podchodził w oparciu o bardziej demokratyczne zasady. Powstał konflikt, który nie rozstrzygnął sprawy tylko ją skomplikował. Zebranie Zarządu skończyło się, ludzie się rozeszli, a Profesor by móc iść do domu musiał zażyć leki nasercowe. Widząc stan Profesora musiałem Go odprowadzić do domu, bo widać było jak drogo kosztowało Go to zebranie.
   Tego roku wyjechałem do Polski w celu robienia doktoratu. Podczas przyjazdów do Kiszyniowa starałem się odwiedzać Profesora, informować Go o swoich postępach oraz dowiadywać się jak się mają sprawy w Towarzystwie. Z obowiązków sekretarza Zarządu przełączyłem swoje wysiłki na badania historii Polaków w Mołdawii i nadarzyła się okazja by wyniki tych badań zaprezentować na szerokim forum: ks. prof. Edward Walewander z  Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie w ramach badań nad Polonią i duszpasterstwem polonijnym rozpoczął organizację sympozjum poświęconego Polakom w Mołdawii. W ramach przygotowań do sympozjum, zainspirowany jego ideą przyjechałem do Kiszyniowa i 2 tygodnie spędziłem w Archiwum Państwowym, będąc wyposażony w pismo od Profesora do Dyrekcji Archiwum z prośbą o udzielenie pomocy w poszukiwaniu odpowiednich materiałów o Polakach. Sam Profesor bardzo entuzjastycznie odniósł się do organizacji sympozjum i sam zaczął starannie do niego się przygotowywać.
   Sympozjum „Polacy w Mołdawii”, które odbywało się w połowie maja 1995 roku, zebrało wybitnych naukowców-historyków oraz ludzi, w ten czy inny sposób związanych z problematyką Polonii mołdawskiej. Byli wśród zaproszonych gości ówczesny ambasador RP w Kiszyniowie p. Wiktor Ross, obecny biskup Mołdawii JE Anton Coşa. Owocem sympozjum stały się dwie książki „Polacy w Mołdowie mówią o sobie” i „Polacy w Mołdawii”. Można z pewnością stwierdzić, że sympozjum było bardzo udanym przedsięwzięciem, które przyczyniło do poszerzenia wiedzy o Polakach mieszkających w różnych okresach w Mołdawii. Profesor w swoim odczycie omówił historię organizacji polskich oraz bieżącą sytuację Polaków mołdawskich, tendencje oraz problemy. Jego odczyt został odebrany z dużym zainteresowaniem. Podczas sympozjum Profesor narzekał na kłopoty z sercem i po sympozjum wyjechał do Warszawy na konsultacje lekarskie.
   Ostatni raz widziałem Profesora w styczniu 1996 roku, tuż przed powrotem do Polski z przerwy świątecznej. Po tradycyjnej wymianie informacji o tym, co się dzieje w Towarzystwie oraz na polu naukowym tu i tam, Profesor zauważył, że dożyliśmy takich czasów, kiedy członek rzeczywisty Akademii Nauk zarabia mniej niż Jego wnuczka Ałła, która wtedy prowadziła audycję w radiu, zresztą bardzo interesującą.
   29 lutego 1996 zadzwoniła do mnie Florentyna Czupryniak, która wtedy przebywała w Polsce i tymczasowo mieszkała u p. Tadeusza Gaydamowicza i przekazała bardzo smutną wiadomość: Profesor Tadeusz Malinowski nie żyje. Był to dla mnie szok: odszedł wspaniały człowiek, ostoja polskości w Mołdawii, znakomity naukowiec, osoba która godziła wiele sprzecznych tendencji, jakie istniały w środowisku Polaków, nieraz kosztem własnego zdrowia. Dla tych, którzy znali Profesora od strony profesjonalnej jak i od pracy społecznej, była to ogromna  strata.
   Patrząc wstecz na początki działalności Towarzystwa, na te krótkie i dłuższe spotkania z profesorem Malinowskim, z perspektywy minionych lat, zdajesz sobie sprawę z tego, że było to wielkie szczęście pracować pod kierunkiem tego wspaniałego i mądrego człowieka. Zaczerpnęło się dużo dobrego z tej współpracy.
   Minęło 19 lat od powołania do życia Towarzystwa Kultury Polskiej, tej nazwy już chyba nikt nie  pamięta, powstało kilka organizacji zrzeszających Polaków ze względu na te czy inne upodobania. Wyrosło całe pokolenie młodzieży, która zaczynała naukę w szkole polskiej w Kiszyniowie, Bielcach , większość z nich ukończyła już studia w Polsce, niektórzy osiedlili się na stałe, zapuścili korzenie. Myślę, że każdy z nas powinien wiedzieć jak dużo wysiłku zostało włożone w ten sukces, przez poprzednie pokolenia, jak duży wkład miał w tym profesor Tadeusz Malinowski. Oby te rezultaty z pożytkiem zostały wykorzystane.


 

 

 

 

 

 




Uczestnicy Sympozjum „Polacy w Mołdawii”, 15 maja 1995, Lublin, KUL

Profesor T. Malinowski – trzeci od prawej.